Strona główna/Ciekawostki i legendy/Tam, gdzie nas kochają

Tam, gdzie nas kochają

Wiele z tego, co było, przepadło, teraz nie istnieje, a coś, co nie powinno zostać zapomniane, zaginęło. Opowiem wam więc historię, która stała się legendą, abyście chociaż wy poznali prawdę.
Dawno, dawno temu w górzystej krainie, w maleńkiej wiosce przyszedł na świat chłopiec. Niestety, jego narodziny nie przyniosły radości, a matka i ojciec zastanawiali się, czemu bogowie ukarali ich tak dziwnym i szpetnym dzieckiem. Wiedźma, którą wezwano po radę, wyrzekła niezrozumiałe słowa:
,,Pośród ślepców się wychowasz, lecz odnajdziesz tych, którzy dostrzegą, bo człowiek nie jest stworzony tylko do cierpienia.”
Niemowę zaś nazwano Krzeszem.
Lata prędko mijały, a niechęć ludzka tylko wzrastała. Krzesz otoczony niezasłużoną pogardą i złośliwością, przeniósł się i zamieszkał na jednym ze szczytów górskich. Pędził tam iście pustelniczy żywot, wypasając tylko niewielkie stada owiec. Czuł się szczęśliwy pośród roślin i zwierząt, które nie dostrzegały jego inności i kochały go takim, jakim był.
Pewnego razu jednak rozwścieczona grupa wieśniaków dotarła na halę, gdzie odpoczywał Krzesz. Chłopi, widząc, że nie uda im się złapać biegłego w ucieczce młodziana, wyładowali złość, rzucając w jego kierunku kamieniami i wyzwiskami. Zniszczyli również szałas, po czym, złorzecząc, wrócili do swych chat. Krzesz postanowił odejść. Wędrował, obserwując, jak życie zatacza kolejne kręgi, a mimo to nie potrafił znaleźć własnego miejsca. Wszędzie tubylcze społeczności dawały mu do zrozumienia, iż nie jest mile widziany, więc w końcu przestał nawet próbować. Omijając kolejne siedliska, natrafił na piękną krainę porośniętą gęstymi lasami i poprzecinaną krystalicznymi strumyczkami. Krzesz obserwował jej mieszkańców, którzy z włosami koloru wiosennego zboża, z jasną cerą i szczerymi uśmiechami wydawali mu się bardzo sympatyczni. Pewnie dlatego ośmielił się wreszcie wyjść z ukrycia. Ku jego ogromnemu zdziwieniu nikt nie wytykał go palcem, ani nie wyśmiewał. Nim więc spostrzegł, stał się mieszkańcem wioski i razem z nią pokonywał kolejne trudności. Co więcej, ceniono go za poświęcenie i uczynność. Krzesz pokochał swą nową ojczyznę i darzył sympatią wszystkich, lecz najmocniejsza więź łączyła go z chłopcem imieniem Doman, który tak jak on uwielbiał przyrodę w każdym jej przejawie. Znikali więc razem, buszując po polach i borach. Nie odzywali się do siebie zbyt wiele, bo dla ludzi, którzy rozumieją się bez słów, milczenie znaczy więcej niż mowa.
Niestety, w jeden z tych ciemnych wieczorów, kiedy to niektórzy widują zjawę czarnego psa, a inni czują nieuzasadniony lęk, rozpętała się ogromna burza. Niespodziewanie drewniany dom na skraju łąki zajął się ogniem od uderzenia pioruna, momentalnie zmieniając się w pochodnię. Ogromny huk grzmotów zagłuszał czyjś błagalny krzyk o pomoc. Tylko jedna osoba dosłyszała wołanie i pobiegła w kierunku płomieni, bez zastanowienia wchodząc do chaty. Silnymi rękoma podniosła zwiniętą w rogu dziecięcą postać i krztusząc się, szła w kierunku wyjścia. Udało się jej jeszcze podać osmalone ciało Domana komuś z tłumu, gdy żarząca się konstrukcja runęła. Krzesz nie miał szans.
W dwadzieścia lat później kupiecka karawana zbierała się do odjazdu po wyjątkowo owocnych targach. Rzymski najemnik, zachwycony pięknem okolicy, podszedł do mężczyzny którego, jak zauważył, ogólnie poważano i tytułowano wójtem lub Domanem.
- Jak zwiecie tę piękną okolicę - zapytał. Przez twarz Słowianina przebiegł grymas smutku, zaś on sam cofnął się pamięcią do czasów pewnego tragicznego wydarzenia.
- Czemu nie ! - pomyślał, po czym pewnie odpowiedział - Krzeszowice.
Rzymianin nie zrozumiał, dlaczego mówił to z takim szacunkiem.
Krzesz całe życie poświęcił poszukiwaniu miejsca, gdzie nie byłby obcy.
Nam została dana nasza mała ojczyzna, uczucie, że jesteśmy u siebie i dar miłości innych. Co z tym zrobimy, to zależy tylko od nas.


Barbara Ryba z Krzeszowic

 

do góry