Jak to było?

Jeśli chcecie, Drodzy Czytelnicy, opowiem Wam piękną legendę o tym, jak powstało nasze miasto, Krzeszowice.
Usiądźcie więc wygodnie w swych fotelach i przenieście się myślami do czasów, gdy po ulicach nie jeździły samochody, wokoło szerzyły się nieuleczalne choroby, a ludzie ciężko pracowali na kawałek chleba. A było to tak:
Wśród żyznych pól otoczonych z trzech stron gęstymi, zielonymi lasami, poprzecinanymi wapiennymi skałami i bystrymi strumykami, wznosił się skromny zamek poczciwego króla Krzeszana. Mieszkał on wraz ze swoją biedną, chorą córką Krzeszanką. Krzeszanka mimo swego młodego wieku była bardzo nieszczęśliwa. Okropna choroba, na którą nikt do tej pory nie znalazł lekarstwa, uniemożliwiła jej samodzielne poruszanie się. Król starał się pocieszać córkę, lecz serce jego z każdym dniem było bardziej zasmucone jej cierpieniem. Pewnego dnia Krzeszanka miała sen, w którym stara kobieta powiedziała jej, że los się do niej uśmiechnie, że za przyczyną bratniej duszy dozna wiele szczęścia i radości. Powiedziała także, że spotkanie to da początek korzeniom potężnego drzewa. Królewna przez wiele dni próbowała odgadnąć znaczenie swego snu. Zastanawiała się, kim była tajemnicza bratnia dusza i o jakim drzewie mówiła jej we śnie kobieta ?
Mijały dni, stan zdrowia królewny się pogarszał, a ukojenie i radość nie nadchodziły. Wówczas w okolicy pojawił się pewien młodzieniec o imieniu Wicek. Przybył on do królestwa Krzeszana, gdyż rozpaczliwie szukał pracy. Krzeszan zlitował się nad ubogim chłopcem i zaproponował mu pracę ogrodnika. Wicek rzetelnie wypełniał swe obowiązki, więc wkrótce przed oknem Krzeszanki zakwitł ogród pachnących kwiatów. Ich woń tak mocno pobudziła zmysły chorej księżniczki, że ta zapragnęła choć chwilę posiedzieć w tym pachnącym miejscu. Przy pomocy swego ojca i opiekunki znalazła się w malowniczym ogrodzie. Tu spotkała sprytnego, miłego ogrodnika, któremu opowiedziała o swym nieszczęściu.
Po kilku dniach Wicek przypomniał sobie, że podróżując spotkał pewne źródełko, przy którym zobaczył cud.
Młody jelonek ze zranioną nóżką wszedł do owego źródełka i wyszedł całkowicie zdrowy.
Chłopak natychmiast pobiegł do księżniczki i zaproponował podróż do tajemniczego źródełka. Księżniczka długo się zastanawiała, aż w końcu się zgodziła. Król, słysząc opowieść ogrodnika, nie dał się długo przekonywać. Natychmiast kazał służbie zapakować prowiant dla córki i młodzieńca.
Po długiej i żmudnej podróży dotarli w owo miejsce. Znaleźli źródełko i Krzeszanka natychmiast się w nim zanurzyła. Wtedy poczuła, jak przepełnia ją niezwykła siła, spostrzegła, że ból w nogach ustąpił i może samodzielnie wyjść z wody. Po powrocie do domu radości nie było końca. Wówczas księżniczka zdała sobie sprawę, iż ból i cierpienie ustąpiły miejsca wspaniałemu uczuciu - miłości do sprytnego ogrodnika. Wicek także zakochał się w Krzeszance. Król zaś w prezencie ślubnym ofiarował młodej parze część swego królestwa wraz z ziemią, na której biło uzdrawiające źródełko. Młodzi osiedlili się na swej ziemi, dając początek nowej osadzie, którą od swych imion nazwali Krzeszowicami.
Po wielu latach wróciło do Krzeszanki wspomnienie tajemniczego snu i dopiero wówczas zrozumiała jego znaczenie. Owym bliźnim, który przyniósł jej ulgę w cierpieniu i wniósł radość w jej życie, był Wicek, a drzewo, którego korzeniami byli oni, to nowa, zbudowana przez nich osada.
Krzeszowice z każdym dniem stawały się większe, bogatsze w nowe miejsca pracy. Poświęcono także wiele uwagi magicznemu działaniu tu¬tejszej wody i odkryto w niej siarczane właściwości. Do dnia dzisiejszego stanowi cenny nabytek dla lecznictwa.
Teraz już wiecie, że jesteśmy potomkami królewny Krzeszanki i zdolnego ogrodnika Wicka. Ile prawdy jest w legendzie, którą wam opowiedziałam, tego nie zdradzę, ale przyznać musicie, że nasi protoplaści byli ludźmi naprawdę niezwykłymi.

Magdalena Marszałek

do góry