Strona główna/Ciekawostki i legendy/Legenda o Diobełkowych Skałach

Legenda o Diobełkowych Skałach

Od dawien wieś Zalas słynęła z pokładów gliny i dlatego osiedliło się tu wielu ludzi, którzy z biegiem czasu stawali się garncarzami. Praca ta była ciężka, wymagała sprawności i niezwykłej cierpliwości. Był sobie pewien garncarz Gwizdała, zwany Kajtankiem.
Słynął z wyrabiania pięknych i trwałych naczyń. Pewnego dnia, gdy wszyscy sąsiedni garncarze siedzieli u Kajtanka w warsztacie, jeden z nich powiedział tak: słuchajcie, moi mili, przydałoby się ulepić diabełka do szopki. Tak też zrobili. Lecz, gdy diabełek był już prawie gotowy, nie udawało im się przylepić mu ogona. Przylepili po wielu próbach i włożyli diabełka z resztą glinianych naczyń do pieca. Kiedy je wyjęli, nie mogli oczom uwierzyć - wszystkie naczynia popękane. Rozpłakał się biedny mistrz. Myśli sobie tak: co tu mogło się stać? Nic innego, jak tylko ten diabełek narobił tyle kłopotu. Zdenerwowany Kajtanek wyrżnął o ziemię diabełkiem, ale ten ani drgnął. Wyszczerzył tylko zębiska, jakby się wyśmiewał z czynów mistrza. Przygotował mistrz następny piec z naczyniami. Za niedługo otwiera piec, a tu naczynia popękane.
Załamał ręce, nie wiedząc, co począć. Usiadł na przyzbie i zaczął rozmyślać. Potem podniósł diabła z ziemi, wyniósł go daleko od garncarni i rozbił o stos kamieni na małe kawałeczki.
Gdy mistrz Gwizdała przyszedł do domu, przygotował następny piec naczyń. Jako, że był człowiekiem bogobojnym, gorliwie się pomodlił i pokropił święconą wodą piec i pracownię, odganiając w ten sposób diabła.
Ale diabeł roztłuczony na setne części robił swoje. Ludzie, przechodząc drogą obok sterty kamieni, często błądzili. A nie daj Bóg, gdyby szło się późnym wieczorem, to można było aż do rana nie odnaleźć drogi. Przytrafiło się to podobno mojemu pradziadkowi i dziadkowi.
Na pamiątkę tych wydarzeń miejsce to zostało nazwane “Diobełkowe Skałki”. I dziś niektórzy ludzie boją się tamtędy chodzić, żeby diabeł nie "wywiódł ich w pole”.


Agnieszka Augustynek

do góry