Strona główna/Ciekawostki i legendy/Legenda o Ziemi Krzeszowickiej

Legenda o Ziemi Krzeszowickiej

Ziemie, na których mieszka dzisiaj ludność polska, nosiły w starożytności miano “Białej” wchodzącej w skład Wielkiej Chrobacji, która rozciągała się daleko po obu stronach Karpat. Pierwsze ślady bytowania człowieka na ziemiach polskich pochodzą z okolic położonych niedaleko Krzeszowic, a mianowicie na Wierzchowiu, gdzie oprócz znanej Groty Wierzchowskiej, znajduje się jaskinia człowieka pierwotnego. Od połowy VIII wieku na ziemiach położonych nad rzeką Wartą osiedlały się plemiona Słowian zwane Polanami, natomiast ludność osiedlająca się w dorzeczu górnej Wisły - przyjęła nazwę swego plemiona jako Wiślanie. Tereny Krzeszowic i okolic pokryte były gęstymi lasami i borami, natomiast w dolinach było mnóstwo stawów i bagien. Pełno tu było zwierzyny dziko żyjącej, toteż Wiślanie coraz częściej zaciągali się w te rejony na polowania, celem zdobycia pożywienia dla osadników. Wyprawy trwały nieraz kilka dni, toteż łowcy znajdowali najpierw schronienie w jaskiniach, później zaś budowali drewniane szałasy, a następnie zagrody . Powstałe w roku 830 silne państwo Słowian zwane Wielkomorawskim, obejmowało swoim zasięgiem Morawy, Kotlinę Czeską i cały Śląsk, a od roku 875 ogarnęło również ziemie zamieszkałe przez Wiślan, w tym tereny krzeszowickie. Uciskane przez najeźdźcę plemiona łączyły się ze sobą tworząc większe i silniejsze organizacje ludnościowe. Wycinano lub wypalano lasy, spuszczano stawy oraz osuszano bagna i w ten sposób, na wzór Czechów, zaczęto uprawiać rolę, a także hodować bydło. Znane z historii wyprawy zbrojne i kupieckie książąt kijowskich, które sięgały aż do Turcji (862, 907, 944 i 1043) pozostawiały po sobie utarte szlaki handlowe i wojenne, a do takich należał między innymi szlak przebiegający Rowem Krzeszowickim, a następnie przez Kraków. Dochodziło do częstych potyczek zbrojnych i napadów, co zmusiło władców osiadłych na Wawelu do utworzenia wokół wzgórza licznych warowni obronnych i ostrzegających przed zbliżającym się wrogiem. Przez pewien czas tereny wokół wzgórza wawelskiego zwały się Okółem. I właśnie wtedy, a było to na przełomie X i XI wieku, tereny krzeszowickie oraz okolice najdalej wysunięte od Krakowa, ale pozostające w zasięgu horyzontalnym - nazwano Kresami. Przez dłuższy czas w pisowni używano nazwy jako “Creussy”. Wyprawy kupieckie przyczyniły się zasadniczo do nawiązania przez osadników polskich zamieszkujących południowe i wschodnie ziemie naszego kraju - licznych kontaktów z mieszkańcami Rusi Kijowskiej. W ten sposób poznawano wzajemnie zwyczaje i obyczaje innych narodów, które stopniowo naśladowano u siebie. W ten właśnie sposób zaczęto organizować również na terenach krzeszowickich liczne wiece, na których omawiane były sprawy gospodarcze i państwowe. Przez lata całe, posługując się językiem łacińskim lub niemieckim, różnie określano tereny dzisiejszych Krzeszowic i okolic. Długo występowała nazwa “Cres-so-viece”. Tak właśnie nazwane te tereny przekazane zostały Biskupstwu w Krakowie w I połowie XI wieku, a przekazania dokonał możnowładca prawdopodobnie o imieniu Jan, który wyjechał na Mazowsze, szukając tam schronienia, podobnie jak wielu innych możnowładców.
Działo się to wtedy, gdy Polskę opuścił król Kazimierz I (zwany później Odnowicielem), uciekając wraz z matką do Niemiec. Sytuację tę chciały wykorzystać inne państwa i przygotowywały wyprawy zbrojne.
Na Mazowszu powstało wówczas nowe państwo polskie pod wodzą Miecława (Mięcława). Możnowładcy z południowych i wschodnich stron Polski, będąc zagrożeni z jednej strony przez Czechów, a z drugiej przez Rusinów, oddawali ziemię przeważnie Biskupstwom, które miały poparcie ze strony biskupstw innych państw i nie czuły się zagrożone. I tak właśnie Krzeszowice stały się własnością Biskupstwa w Krakowie, które władało tymi ziemiami, aż do roku 1555, kiedy to na mocy wspólnej ugody hrabstwo Tęczyńskich z Tęczyna otrzymało na własność ziemie krzeszowickie w zamian za oddane Biskupstwu Luszowice.
Nie można jednak zapominać o wydarzeniu, które miało miejsce w Wawrzeńczycach dnia 24 lutego Roku Pańskiego 1286. W tym to bowiem dniu biskup krakowski Paweł z Przemankowa zezwolił wójtowi Fryczkowi Fretmanowi z Bytomia utworzyć na ziemiach krzeszowickich sołectwo. Wójt i jego następcy mieli prawo pobierać pożytki z każdego piątego łanu frankońskiego, na które Fryczek podzielił północne tereny Krzeszowic. Łan wynosił przeciętnie 24-27 hektarów. W cytowanym wyżej akcie występuje nazwa Kressowice. Po roku 1555 Krzeczowice “przechodziły z rąk do rąk”, bądź to w drodze dziedzictwa, bądź też w wyniku różnych koligacyi rodzinnych, jeżeli w rodzie panującym potomka męskiego nie zabrakło. Tak było do roku 1939, kiedy w wyniku wybuchu wojny światowej hrabstwo Potockich opuściło Krzeszowice i kraj.
Podczas okupacji w Krzeszowicach urządził sobie letnią rezydencję gubernator Hans Frank, który zamierzał z dawnych łanów frankońskich oraz z ziem położonych w Filipowicach oraz części Woli Filipowskiej utworzyć na wzór niemiecki wielkie, bo liczące 2500 hektarów ziemi, gospodarstwo rolne. Prace w tym zakresie były już nawet dość daleko posunięte, ale losy potoczyły się, jak znamy inaczej. W czasie okupacji wyrządzono Krzeszowicom ogromną krzywdę, wycinając ponad dopuszczalne normy około 100 tys. metrów przestrzennych drzewa w lasach.
Po wojnie “upaństwowiono” włości należące do hrabstwa Potockich i nie wiadomo jakie to czasy w przyszłości nadejdą, ale nie daj o Panie, aby kiedykolwiek powróciły takie, które miały miejsce w Galicji, w tym również na ziemiach krzeszowickich, w poł. lat wieku XIX-go. Życie ludności wiejskiej w tych czasach opisał w sposób niezwykle obrazowy w roku 1873 vice-prezes Rady powiatowej Chrzanowskiej w dziele pt. “Przyczyny upadku materyalnego ludu wiejskiego w Galicyi i W. Ks. Krakowskiem”. Oto pełny i w oryginalnej pisowni tekst:
“Stan włościański doszedł do ostatnich granic nędzy i stanął nieomal wobec strasznego “ogni speranza”. Na odmalowanie tej nędzy niema dość czarnych kolorów; świadczą o niej te nizkie, ciasne, brudne, słomą pokryte, obstrzępione, do upadku się chylące, dymem, zaduchą i stęchlizną przejęte, światła i świeżego powietrza pozbawione chaty, w których, zwłaszcza podczas mroźnej zimy, i krowa i nierogacizna, i kury i króliki wraz z ludźmi się mieszczą; świadczą o niej sprzęty domowe, składające się z ławy, żarn, kilku glinianych garnków- wartości 5-10 zł., świadczy o niej inwentarz zatyrany, mały, chudy i głodny...; świadczy o niej brak odzieży, dochodzący nierzadko do tego stopnia, że na całą rodzinę ledwie jedna para butów, a na jedną osobę nie więcej jak jedna przypada koszula, świadczy o niej wyżywienie, składające się prawie wyłącznie z ziemniaków, kapusty, trochę fasoli i placków zakalców; świadczy o niej ilość chorób nawiedzających lud wiejski.
Rzadkim jest u nas rok, w którymby tu i owdzie nie dał się we znaki ludowi wiejskiemu głód, a zbyt często powtarzają się lata powszechnego nieurodzaju i głodu... Rok 1847 zdziesiątkował ludność wiejską pamiętnym tyfusem głodowym. Straszny rok!
Połowa ludności wiejskiej żywiła się na przednówku pokrzywą, ogniszczkiem, lebiodą i perzem... W dwa lata później nawiedził nas nowy głód. Rok 1855 mało był od tamtego lepszy... 1873 zawitał do nas z cholerą, która sto tysięcy ofiar pożarła... Nicby to jeszcze, gdyby na ten był koniec, gdyby była nadzieja, że odtąd nastąpi zwrot ku lepszemu... aliści przy takiem wycieńczeniu, jakie owładnęło lud wiejski, nie lepszych ale gorszych należy oczekiwać czasów.”


Małgorzata Kurdziel i Jan Kanty Wójcik

do góry